Zaginiona Wyspa Arnak – Czy warto jej szukać?

Metryczka

Informacje BoardGameGeek
Tytuł angielski (rok wydania)Lost Ruins of Arnak (2020)
Złożoność gryUmiarkowana [2.88]
Ranking BGG (ocena)33 [8.11]
Liczba graczy1-4

Czas gry: 120 minut (30 minut na gracza)

Wydawca w Polsce: REBEL

Instrukcja pdf (PL)

Z motyką na wyspę – Adam

Zaginiona Wyspa Arnak stanowi zgrabne połączenie mechanik wykorzystywanych w wielu grach planszowych, z którymi na pewno mieliście już styczność. Znajdziemy tutaj mechanikę budowania decku (np. Star Realms, Hero Realms czy Aeon’s End), zarządzania robotnikami (Lewis & Clark, Puerto Rico, Little Town) oraz ścigania się na torze badań (Coimbra). Dodatkowo sama rozgrywka jest mocno ograniczona, ponieważ trwa zaledwie 5 rund. W trakcie tych pięciu rund będziemy musieli tak przeprowadzać swoje akcje, aby zapewnić sobie wszystkie potrzebne zasoby oraz możliwości do zamieniania ich na punkty zwycięstwa. Osoba, która po 5 rundach będzie miała tych punktów najwięcej – wygrywa grę.

Tyle, jeśli chodzi o skrót zasad – teraz kilka zdań mojej opinii. Zaginiona Wyspa Arnak niezwykle mnie zaintrygowała – nie ukrywam, że jestem dużym fanem gier karcianych, dlatego byłem ciekaw, jak ta mechanika będzie funkcjonowała w grze. Mogę z pełnym przekonaniem napisać – nie zawiodła mnie. Każdą kartę możemy wykorzystać na 3 sposoby – do podróży naszego poszukiwacza przygód, wykorzystując zdolność poprzez jej zagranie oraz w niektórych sytuacjach odrzucając ją, aby wzmocnić działanie innej karty lub pola. To sprawia, że musimy bardzo ostrożnie planować nasze ruchy oraz podejmować decyzję, do czego dana karta zostanie wykorzystana. Dodatkowo, w grze znajdziemy ciekawe rozwiązanie dotyczące kupowania i odkładania zagranych kart – otóż kupowane karty zawsze kładziemy na spodzie swojej talii, zagrane karty tasujemy i również kładziemy na spód talii, jednak w ten sposób mamy pewność, że zakupioną kartę dobierzemy wcześniej, niż zagrane karty, co pozwala dokładniej planować dalsze ruchy. Gdyby tego było mało, w grze spotykamy dwa rodzaje kart: przedmioty i artefakty. Na początku gry, nasi poszukiwacze zaopatrują się w przedmioty, a ilość artefaktów jest niewielka. Z czasem jednak proporcje się odwracają – nasi podróżnicy mają coraz mniejszy dostęp do przedmiotów, ale na swojej drodze odnajdują coraz więcej artefaktów. Poza właściwościami kart, przedmioty i artefakty znacznie się od siebie różnią – aby skorzystać z artefaktu (poza pierwszym razem) musimy uiścić opłatę i są dla nas dostępne zaraz po kupieniu, zaś przedmioty trafiają na nasz stos kart odrzuconych i dopiero po ich dobraniu możemy z nich skorzystać. Ot, niby niewielka różnica, ale podczas rozgrywki często podejmujemy decyzję, czy potrzebujemy efektu „już”, czy jednak poczekamy z jego użyciem.

Na osobne słowa zasługuje wydanie gry – duża mapa, klimatyczne grafiki na kartach oraz część komponentów, to bez wątpienia mocne strony Zaginionej Wyspy Arnak. Piszę o części komponentów, ponieważ monety oraz kompasy w grze wykonane z tektury znacznie odbiegają jakością od kryształów, grotów strzał i tabliczek wykonanych z tworzywa. Pionki podróżników oraz oznaczenia torów badań są drewniane i dobrze komponują się z resztą gry. Nie jestem osobą, która w pierwszej kolejności zwraca uwagę na estetykę gier, ale muszę przyznać, że Arnak mnie urzekło 🙂

Podsumowując – przy Zaginionej Wyspie Arnak bawiłem się bardzo dobrze. Lubię uczucie, gdy zaraz po zakończeniu gry zastanawiam się, jakie ruchy mogłem zrobić lepiej, która taktyka byłaby skuteczniejsza i układam w głowie plany na kolejną rozgrywkę – taki pozytywny niedosyt jest nieodzowną częścią tej gry. 5 rund, przez które trwa rozgrywka nie pozwala nam osiągnąć wszystkiego i wymaga od nas poświęcenia części sposobów na zdobywanie punktów na rzecz innych. W moim odczuciu gra ma bardzo przyjemny próg wejścia – instrukcja napisana jest bardzo przejrzyście, często korzysta z przykładów, które pomagają nam zrozumieć mechanikę i nawet osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z grami planszowymi zrozumieją jej założenia. Z drugiej strony, bardziej doświadczeni gracze będą mieli wiele możliwości na przetestowanie różnych taktyk i wybranie tej najbardziej optymalnej, która pozwoli na zwycięstwo – sposobów na wygraną jest naprawdę wiele! Jeśli chodzi o minusy, brakowało mi w tej grze jakiś elementów negatywnej interakcji z pozostałymi graczami – owszem, możemy wykupić im jakąś kartę na którą polowali lub przyblokować stanowisko, do którego planowali się udać. Być może dodatek, który jest zapowiedziany w nieokreślonej bliżej przyszłości, wprowadzi tego typu zagrania do rozgrywki – będziemy mogli się wcielić w podróżników, którzy nie tylko dążą do osiągnięcia swojego celu, ale również sabotują pracę innych – w końcu historia zapamięta tylko tego, który odkryje najwięcej!

Ocena – Adam: 8/10

Arnak – worker placement, czy deckbuilder? – Teos

Mechanika “stawiania robotników” nigdy mnie specjalnie nie pociągała i był to główny powód, dla którego nie dałem się pochłonąć hype’owi na Arnak. Adaś jednak grę kupił (ma odwieczny problem z asertywnością – haha! 🙂 ), więc wypadało dać jej szansę i przetestować na własnej skórze. Kiedy zaczął tłumaczenie od „Arnak to worker placement z elementami deck buildingu…”, moje serduszko zabiło szybciej. „Teos, stary karciankowiec, zaraz Wam pokaże jak się przewija talię co turę” – pomyślałem. No i ruszyliśmy….
Pierwsza runda – tura, druga, trzecia,… Skąd brać te surowce? Druga runda – tura, druga, trzecia… Przecież usunąłem Strach, pamiętam wszystkie karty w talii i wiem, co mam na wierzchu… Jak tu się dobiera karty?! Ja chcę robić KOMBOSY! Aha, ok, lupką i notesem mogę się ruszyć… Trzy kolejne rundy to już zażarta walka o kompasy – jedyny surowiec, którym mogłem przeciwstawić się króciutkiej kołderce. Stopy odkryte, koniec gry. Paulina zdobyła dwie 11-punktowe tabliczki w ostatniej turze – gg, zaszczytne drugie miejsce.
Arnak to nie deckbuilder. To tylko i aż zarządzanie zasobami, gdzie mimo posiadania pokaźnej puli surowców wylosowany Strażnik udowodni Ci, że nie pomyślałeś o wszystkim. To zatrudnianie kiepskiego Asystenta, bo Twój notes pozostałby zbyt daleko w tyle. To wściekanie się na topowy artefakt, który inny gracz zdobywa przed Tobą. Arnak to eleganckie połączenie kilku mechanik dające przyjemne wrażenie eksploracji tajemnic Zaginionej Wyspy. Doceniam poziom zaawansowania, który jest familijnym wstępniakiem do tytułów pokroju Tzolkina. Mimo wszystko odczuwam niedosyt – brakuje mi czegoś z efektem wow!, co z gry bardzo bardzo dobrej uczyniłoby grę topową.
PS.
Na projektanta planszy surowców węższej od planszy głównej czeka specjalne miejsce w piekle 😉

Ocena – Teos: 8/10

Opinia – Paulina

Z początku byłam sceptycznie nastawiona do gry, obawiając się że jest zbyt skomplikowana i nudna. W trakcie rozgrywki okazało się jednak, że zasady są dość przejrzyste, a możliwość korzystania z różnych ścieżek rozgrywki daje dużo rozrywki i pozwala na zdobywanie punktów bez negatywnej interakcji z pozostałymi graczami. Pomimo że odkrycia archeologiczne to nie moja bajka moją uwagę przykuły piękne ilustracje i komponenty, zwłaszcza tabliczki, rubiny oraz groty, którym wciąż miałam ochotę się przyglądać. Moim zdaniem gra zasługuje na wysoką ocenę i mogę ją polecić graczom, którzy chcą wzbogacić swoje piękne i estetyczne gry o coś jednak nowego i nieco bardziej skomplikowanego.

Ocena – Paulina: 7/10

Podsumowanie i ocena Bestii

Zaginiona Wyspa Arnak przypadła do gustu wszystkim trzem Bestiom – każdy znalazł w tej grze coś dla siebie, a ewentualne minusy nie przeszkodziły w pozytywnym odbiorze gry. Możemy Was zapewnić, że jeszcze nie raz z chęcią sięgniemy po ten tytuł, aby znów wybrać się na przygodę. 

Najmocniejsze strony Arnak to możliwość zagrywania kart na dwa sposoby, bardzo dobre wykonanie oraz poczucie rozwoju, gdy z każdą kolejną rundą odkrywamy więcej artefaktów, a mniej przedmiotów. Mechanika deckbuildingu mogłaby być bardziej rozbudowana i pozwalać na większą ilość dobierania kart i zarządzania swoim deckiem – być może w przyszłości doczekamy się dodatku, który usprawni ten element rozgrywki.

Zdecydowanie polecamy ten tytuł graczom, którzy postawili już swoje pierwsze kroki w świecie planszówek i chcieliby sięgnąć po bardziej wymagający tytuł. Duża ilość kart, ograniczona ilość rund oraz losowość miejsc do eksploracji i ich strażników sprawia, że gra jest mocno regrywalna i zapewni frajdę na wiele wieczorów. Dodatkowo, gra posiada wariant solo, który pozwala na odkrywanie tajemnic wyspy nawet, jeśli na nikogo nie zadziała klasyczne wezwanie “Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę”.

Ocena Planszowych Bestii – 7,67

Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć przedstawiających grę, zapraszamy do naszej galerii -> LINK