Nexus Ops – Alea iacta est!

Metryczka

Informacje BoardGameGeek
Tytuł angielski (rok wydania)Nexus Ops (2005)
Złożoność gryUmiarkowanie łatwa [2.23]
Ranking BGG (ocena)521 [7.21]
Liczba graczy2-4

Wydawca: Fantasy Flight Games

Instrukcja pdf 1 edycja (PL)

Nexus Ops – Alea iacta est! – recenzja Teosa

Kości zostały rzucone! – powiedział Juliusz Cezar przekraczając ze swoimi wojskami rzekę Rubikon i atakując terytorium Galii Przedalpejskiej. W ten sposób rozpoczął ofensywę, która finalnie wyeliminowała jego konkurenta, Gnejusza Pompejusza i ze sceny politycznej, i z ziemskiego padołu. Dwadzieścia cztery stulecia później, w roku 2315 cztery korporacje walczą między sobą o przejęcie księżyca bogatego w kryształy Rubium – podstawowego paliwa wszelakich technologii. Niczym Cezar prowadzą do boju armie i przekraczają granice swoich terytoriów, a o wynikach ich batalii przesądzają… rzuty kostkami właśnie.

Nexus Ops to tytuł znany głównie doświadczonym planszówkowiczom – czasem określa się go jako futurystyczny spadkobierca serii Axis and Allies. Światło dzienne ujrzały wyłącznie dwa wydania angielskie (z 2005 i 2012 roku). Mimo tego, gra zyskała uznanie fanów na całym świecie, czego dowodem jest ilość autorskich tłumaczeń zasad na podstronie w BGG.

Pudło gry jest solidnie wypełnione – oprócz bardzo dobrze zredagowanej instrukcji, kart pomocy graczy, czy kartonowych fragmentów modularnej planszy dostajemy różnorodne tokeny, 108 kart (małe i duże), sześciościenne kostki oraz aż 164 plastikowych figurek reprezentujących dostępne jednostki (po 41 na gracza). Wyjmując grę na stół przy niedzielnych graczach liczmy się więc z potencjalnym przerażeniem ilością i różnorodnością komponentów. W kwestii jakości drugiego wydania na siłę można się przyczepić jedynie do „wypraski” typowej dla FFG (czyli kartonowej przegrody, która dzieli wnętrze na dwie niesymetryczne części) oraz zwyczajności kostek (customowe k6 z kryształem Rubium zamiast szóstki z pewnością dodałyby jeszcze większego klimatu).

Jak to wszystko ogarnąć? Na ratunek – instrukcja!

Wydawać by się mogło, że ogrom elementów gry spowoduje długi setup, jednak najbardziej czasochłonną czynnością jest ułożenie modularnej planszy. Możemy dostosować się do grafik z instrukcji, możemy też pójść na żywioł zachowując podstawowe wytyczne – Monolit w centrum, dookoła pojedyncze heksy, następnie podwójne fragmenty mapy i bazy usytuowane w zależności od ilości graczy. Na każdym polu mapy (z wyjątkiem baz i Monolitu) kładziemy ukryty żeton eksploracji. Wybieramy kolor gracza, czyli de facto kolor figurek. Tasujemy karty wzmocnienia i specjalne misje. Kostki i kryształy lokujemy przy planszy. W praktyce sześć-siedem woreczków strunowych wystarcza, żeby przygotowanie gry trwało dwie minuty. Gotowi? Do boju!

Celem gry jest zdobycie 12 punktów zwycięstwa poprzez wygrywanie walk z przeciwnikami oraz realizowanie tajnych misji. Gra może zakończyć się przedwcześnie, kiedy jeden z graczy zostanie zupełnie wyeliminowany z planszy i nie będzie miał możliwości zakupu jednostek – triumfator jest wtedy wyłaniany spośród pozostałych na placu boju. W turze gracza wykonuje on akcje w następującej kolejności faz:

1. Deployment (faza rozstawienia) – spieniężamy zasoby Rubium na rekrutację nowych jednostek; zagrywamy karty wzmocnienia z podtypem „deployment phase”.

2. Movement (faza ruchu) – możemy poruszyć się jednokrotnie każdą z naszych jednostek.

3. Exploration (faza eksploracji) – odwracamy zakryte żetony eksploracji na polach z naszymi jednostkami. Możemy w ten sposób zyskać dostęp do rafinerii Rubium, otrzymać dodatkowe figurki, karty wzmocnienia lub kryształy.

4. Battle (faza bitew) – rozpatrujemy bitwę na każdym polu, gdzie oprócz naszych jednostek znajdują się przeciwnicy.

5. Mining (faza wydobywania) – uzyskujemy przychód Rubium z kontrolowanych rafinerii.

6. Draw (faza dobierania kart) – otrzymujemy kartę Misji Specjalnej (oraz dwie karty wzmocnienia jeśli kontrolujemy Monolit).

Kluczowe decyzje podejmujemy w zakresie rekrutowania, przesuwania i walki jednostek. Istotną rolę odgrywa typ terenu, który może wpływać na zasady ruchu figurek, np. zwykli piechurzy nie mogą wejść do wulkanu, a Kamienne Pająki poruszają się nie o jedno, lecz dwa pola, kiedy przechodzą przez lub do Kamiennych Równin. Ponadto, niektóre jednostki otrzymują bonusy lub utrudnienia, kiedy walczą na jakimś terenie – Fungoidy są silniejsze w lasach, ale słabsze w Kryształowych Iglicach, a Lawowe Skoczki wymiatają na polach Wulkanu.

Tatoooo, a mogę pójść się pobawić z innymi Smokami w Monolicie?

Zdecydowanie najwięcej emocji zapewniają walki. Mechanika bitew jest banalna – każda jednostka (zaczynając od najsilniejszych) może zaatakować raz poprzez rzut jedną kością k6. Jeśli wynik jest równy lub wyższy od wartości ataku, zadawane jest trafienie. Każde trafienie to „śmierć” jednej figurki (to, która zginie, zależy od wyboru poszkodowanego). Gdy gracz atakujący wyeliminuje wszystkie jednostki przeciwnika, walka kończy się zwycięstwem i zdobywa on kartę z 1 Punktem Zwycięstwa. Dodatkowo, może uzyskać kolejne punkty, jeśli spełnił warunki kart Specjalnych Misji – przykładowo „wygraj bitwę bez straty jednostek”, „wygraj walkę na polu z rafinerią”, „zniszcz dwóch Piechurów przeciwnika w bitwie”. Przegrany, oprócz powodu do zemsty, otrzymuje kartę wzmocnienia na otarcie łez. Należy jednak zaznaczyć, że choć w bitwach zawsze bierze udział tylko dwóch graczy, pozostali także mają możliwość zagrywania kart, które przeszkodzą lub pomogą jednemu z walczących, co może wpłynąć nie tylko na losy starcia, ale i całej partii.

Oprócz zasad podstawowych instrukcja przewiduje kilka wariantów, które można w dowolnej kombinacji wprowadzić do gry. Jedne wprowadzą więcej zamieszania – Wir zamiast Monolitu będzie rozrzucał i niszczył jednostki na okolicznych heksach. Inne, pozwolą kontrolować losowość w dobieraniu kart Misji – pas transmisyjny powoduje, że Misje są wspólne dla wszystkich graczy, zaś wariant „Top priority” da nam szansę wyboru spośród dwóch kart jednej, która trafi na naszą rękę.

Rozbudowane zasady w praktyce są niesamowicie łatwo przyswajalne. Planując kolejne ruchy po prostu staramy się doprowadzić do okoliczności wymaganych przez karty Specjalnych Misji, bronić rafinerii gwarantujących przychód, za który kupimy silniejsze jednostki, zaś rozstawienie figurek optymalizujemy pod typ terenu. Najbardziej przemyślana strategia może jednak zostać brutalnie zniweczona przez nieprzychylność losu, co zapewni nieustające emocje a grę odbierzemy jako wyjątkowo dynamiczną.

Ocena Teosa – 8/10

Nexus – ups! Czyli jak rzut kością potrafi wszystko zmienić – opinia Pauliny

To ile miałam wyrzucić, Chłopaki?

Gra jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Pomimo iż Teos już od tygodnia o niej opowiadał i wciąż podkreślał jak wiele jest w niej negatywnej interakcji (to zemsta za Azul 😉), gra przypadła mi do gustu. Początkowo, kiedy przygotowywaliśmy się do rozgrywki, zdawała się skomplikowana – dużo figurek, skomplikowana faza walki, dodatkowe karty, które mogą zmienić wszystko, zbieranie zasobów, bez których nie da się grać… Okazało się jednak, że jest czytelna, a tłumaczenie zasad nie zajmuje zbyt wiele czasu.  Choć nie jestem fanką klimatów sci-fi i potworów, to jej graficzne przedstawienie i figurki skradły moje serduszko. Negatywna interakcja z początku była dla mnie trudna do przełknięcia, co było widać w mojej dość zachowawczej grze, jednak rzucanie kośćmi podczas bitwy wprowadza tak dużą losowość, że zaakceptowałam to, bawiłam się dobrze i nawet sama wychodziłam z inicjatywą do walki. Gra niestety nie ma wydania polskiego, a mój język angielski nie jest najlepszy (zwłaszcza, kiedy karty zawierają planszówkowe słownictwo), mimo tego nie stanowiło to problemu, a gra w większości była zrozumiała nawet dla takiego laika, jak ja.

Ocena Pauliny – 7,5/10

Nexus Ops – Jak mam bronić, kiedy ich jest więcej? – opinia Adama

Mam mętlik w mojej małej głowie…

Tym razem na stół wjechała gra zupełnie inna, niż wszystkie do tej pory. Przed spotkaniem Teos straszył nas dużą ilością negatywnej interakcji, więc mocno się zastanawiałem, jak to będzie wyglądało. Okazało się, że niepotrzebnie się martwiłem – owszem, Nexus Ops opiera się na atakowaniu się nawzajem, ale trudno dopuścić do sytuacji, kiedy opłacalne jest “gnębienie” jednego gracza. Sam mechanizm walki oraz wykonywania celów (zdobywania punktów zwycięstwa) jest mocno losowy. W naszej grze mieliśmy przykład walki wielkiego smoka z malutkim robotnikiem i to robotnik wyszedł z tej walki zwycięsko. Ta losowość troszkę obniża moją końcową ocenę – rozumiem jej cel, powoduje ona większe emocje dookoła gry, jednak rozgrywając swoją partię bardzo dobrze, kilka nieudanych rzutów lub dobranie niepotrzebnych kart, może znacznie obniżyć szansę na zwycięstwo. Chętnie kiedyś zagram ponownie, ale nie będę czekał z niecierpliwością, aż ktoś znowu wyciągnie Nexus Opsa.

Ocena Adama – 6/10

Filmik na kanale YouTube

Zachęcamy do obejrzenia naszego materiału video – zasady, rozgrywka i opinie po grze!

Podsumowanie i ocena

Nexus Ops to gra kontrastów – olbrzymie pudło wypełnione figurkami w rzeczywistości jest tytułem o niskim progu wejścia. Strategiczna rozkmina koniec końców sprowadza się bowiem do rzutu kością. Nie oznacza to jednak, że nie musimy niczego planować, wręcz przeciwnie! Mamy tu jednak do czynienia bardziej z mechaniką area influence niż area control- ograniczona ilość zasobów i możliwość zdobywania punktów prawie wyłącznie za atakowanie przeciwników przekreślają szansę zwycięstwa defensywną postawą. Podejmowanie ryzyka jest konieczne, ale to do nas należy ocena, które bitwy i tereny przyniosą nam więcej korzyści. Z drugiej strony losowość oraz wybór wariantów zasad zawartych w podstawce z pewnością wpływają korzystnie na regrywalność tej planszówki.

13 wcale nie musi być pechową liczbą 😉

Szata graficzna drugiej edycji (pierwszą googlujecie na własną odpowiedzialność!) oraz wykonanie figurek stoi na wysokim poziomie. Chociaż zgodnie z instrukcją prowadzimy podbój jako jedna z wypasionych, zaawansowanych technologicznie kosmicznych korporacji, w praktyce to wyłącznie wybór koloru jednostek. Łatwo jednak zapominamy o tym uproszczeniu, bo nie mamy czasu rozpamiętywać takich bzdurek – nasze Fungoidy muszą przecież naparzać Pająki przeciwnika a w kolejnej turze nie przywołamy Smoka, jeśli nie odbijemy tej rafinerii!

Nexus Ops to sztampowy ameritrash. Sięgnij po niego, jeśli kojarzysz, że dobrze się bawiłeś w dzieciństwie grając w Ryzyko, czy Axis and Allies, tocząc wojny ołowianymi żołnierzykami lub z kolegami kupowaliście na współę gazetkę z figurkami z Władcy Pierścieni. Jeśli jednak teraz Twoim sercem włada Twilight Imperium, czy chociażby Terraformacja, spróbuj, ale nie zapomnij zredukować obrotów swojego umysłu do dwójki.

Ocena Planszowych Bestii – 7,16

Galeria

Wojna wśród kryształów Rubium to niebezpieczne miejsce. Oto specjalny reportaż naszego korespondenta prosto z linii frontu.