Mariposas – Maraton po Ameryce

Metryczka

Informacje BoardGameGeek
Tytuł angielski (rok wydania)Mariposas (2020)
Złożoność gryUmiarkowanie łatwa [2.15]
Ranking BGG (ocena)1185 [7.03]
Liczba graczy2-5

Czas gry: 45-75 minut

Wydawca w Polsce: Albi

Instrukcja pdf (PL)

Maraton po Ameryce – recenzja Teosa

Na początek mała zabawa. Spójrzcie na swoje smartwatche, bandy lub aplikacje do biomonitoringu i pochwalcie się, ile zrobiliście dzisiaj kroków 😉 6 000? 10 000? Przy aktywnym dniu pewnie wędrowaliście nawet do 15 kilometrów. Teraz wyobraźmy sobie, że codziennie przechodzimy maraton – 40 kilometrów. Sama myśl mnie męczy! A teraz wyobraźcie sobie że taki dystans pokonujemy mając zaledwie 3 cm wzrostu i wiotkie skrzydełka… Kosmiczne, nieosiągalne, niemożliwe! Jednak takie odległości pokonują w trakcie swojej migracji motyle monarchy, prawdziwe owadzie kozaki.

Motyle to jedna z uprzywilejowanych grup, która nie potrzebuje wizy do Kanady.

Niezmiernie szanuję gry, których tematyka prezentuje historie i ciekawostki z prawdziwego świata. Mariposas (hiszp. motyle) opowiada o cyklicznej wędrówce motyli monarchów wzdłuż Wschodniego Wybrzeża USA. Te piękne owady podczas wiosny i lata migrują aż za Krainę Wielkich Jezior, by powrócić na zimę do meksykańskiego Michoacán (choć niektóre kolonie zimują także w Kalifornii). Zadaniem graczy jest właśnie przeprowadzenie takiego stada przez amerykańskie regiony – zbierając kwiaty i odnajdując trojeść motyle mogą się rozmnażać, a dzięki odwiedzaniu odpowiednich pól realizują cele i zdobywają punkty potrzebne do końcowego zwycięstwa.

Chociaż grę sklasyfikowano jako „rodzinną” to w pudle dostajemy sporo różnorakich komponentów: planszę główną i planszetkę cyklu życia, drewniane żetony motyli i punktacji, kartonowe znaczniki kwiatów, przystanków oraz bonusów, karty celów, akcji, cyklu życia i dodatkowego ruchu, a także kwiatową kostkę. Chociaż wypraska to zaledwie kartonowa przegroda, nad porządkiem czuwają woreczki strunowe oraz plastikowe zasobniki znane chociażby z innej gry autorki Mariposas – „Na skrzydłach”; tutaj z uroczo wytłoczonymi motylami.

Zasady gry nie są skomplikowane. W ramach swojej tury zagrywamy jedną z dwóch kart akcji posiadanych na ręce (lub kartę specjalną), dzięki którym poruszamy naszego motyla. Następnie zbieramy żetony kwiatów przedstawione tam, gdzie wylądował. Jeśli zakończyliśmy ruch na mieście, dostajemy kwiat wylosowany rzutem kostką oraz kartę przedstawioną na żetonie przystanku. Ponadto, wylądowanie w sąsiedztwie trojeści umożliwia nam rozmnażanie motyli płacąc określoną ilość kwiatów (w zależności od nowego pokolenia). Po rozegraniu odpowiedniej liczby tur (wiosna – 4, lato – 5, jesień – 6) na zakończenie każdej pory roku podliczamy punkty za osiągnięte cele, zaś po jesieni, dodatkowo za motyle czwartego pokolenia, które powróciły do Michoacán, karty cyklu życia i ewentualne kafelki bonusowe. Szczegółowe omówienie zasad znajdziecie w naszym materiale wideo, który zamieszczamy poniżej.

Ech, gdyby dodawali takie pudełeczka do każdej planszówki… **,

Mariposas tak bardzo urzekło nas swoim pięknym wykonaniem w trakcie niedawnych Planszówek w Spodku, że bez cienia wahania pobiegliśmy na stoisko wydawnictwa Albi, by zaopatrzyć się we własny egzemplarz. Na wskroś elegancka szata graficzna i liczne opinie-porównania do „Na skrzydłach” wzbudziły nasze zainteresowanie, choć niedawne (czerwiec 2021) wydanie gry przeszło w Polsce bez większego echa. Ilość komponentów sugeruje jednak bardziej wymagający tytuł niż w rzeczywistości – Mariposas jest bowiem wybitnie familijną grą. Latamy motylem po mapie i zbieramy kwiatuszki, zaś instrukcja raczy nas paroma ciekawostkami przyrodniczymi oraz apeluje o zainteresowanie problemem zmniejszającej się populacji monarchów. Żetony przystanków rozmieszczane losowo na starcie gry oraz karty celów i bonusy z płytek zdolności powodują, że każda partia będzie inna, ale wciąż mamy do czynienia z grą, która nie pozwala na żadną negatywną interakcję, nawet w formie blokowania. W praktyce każdy dąży do osiągnięcia tych samych celów, co, pomimo wspomnianej „pozornej” regrywalności, może szybko znużyć niepoczątkujących graczy. Istotną rolę odgrywa szczęście przy doborze kart ruchu i podejmowanie fartownych decyzji, czy zdecydujemy się polecieć akurat w kierunku, który przyniesie lepsze korzyści w następnej porze roku. Podczas streama zastanawialiśmy się nad strategią pozostawienia jednego z motyli w okolicach startu mapy i gromadzenia kwiatów, by na jesień wprowadzać do Michoacán olbrzymie ilości żetonów czwartego pokolenia – jeśli jest to opłacalne, to zdecydowanie kłóci się z zamysłem migracji pod granicę kanadyjską. Nie czuję też korzyści wynikających z odwiedzania przystanków, bo wylosowanie niepasującego kwiatu może opóźnić rozmnożenie się w odpowiednim momencie, a zebranie zestawu kart tego samego koloru nie zapewnia żadnej znaczącej przewagi.

Caterpie, Metapod, Butterfree – złap je wszystkie!

Porównania z „Na skrzydłach” uważam za przestrzelone – Mariposas to nie ten poziom zarządzania zasobami oraz kombowania, choć długość kołderki jest podobna. Bardzo brakuje mi niejawnych celów indywidualnych (notabene, taki mechanizm występuje w NS), które wprowadziłyby jakiekolwiek urozmaicenie między graczami. Podoba mi się natomiast skalowalność celów w ramach kolejnych pór roku i możliwość gry do pięciu osób. Plusik za ogólną jakość wykonania, chociaż szkoda, że w grze stawiającej na problem przyrodniczo-ekologiczny oryginalny wydawca (AEG) nie zdecydował się zastosować paru ikonografik więcej, czym wyeliminowałby zupełnie teksty i uczynił ten tytuł zupełnie niezależnym językowo.

W mojej opinii Mariposas to gra drugiego kontaktu, brakujące ogniwo między, np. Carcassonne, czy Wsiąść do Pociągu a trudniejszymi tytułami typu Ishtar, czy 7 Cudów. Podobnie jak przy Na skrzydłach, większą frajdę daje mi jednak obcowanie z nią, niż sama gra. Mariposas ma w sobie wszystko to, co sprawia, że początkujący gracze zasiądą do niej z przyjemnością, a jednocześnie wymagający planszówkowicze odpuszczą po paru pierwszych partiach. Pani Elizabeth Hargrave życzę, aby rozwijała swój warsztat projektantki, bo nie da się ukryć, że motyle to oczko niżej od skrzydeł.

Ocena Teosa – 6,5/10

Motylem byłem, ale… – Ocena Łucza

W turze albo ruszamy się przy pomocy kart akcji, albo… kopiujemy inną kartę ruchu. Proste, co nie?

Mariposas na pierwszy rzut oka czaruje nas swoją estetyką. Wszystkie elementy są wykonane z niezwykłą dbałością, plansza jest hipnotyzująca (to czarne tło kupiło mnie w całości!), a drewniane motylki niezwykle urocze. Jednak po rozgrywce mam uczucie niedosytu – brakuje mi elementów, nawet delikatnej, negatywnej interakcji. Nie mogłem w żaden sposób wpływać na ruchy przeciwników, przez co gra sprowadza się wyłącznie do optymalizowania ruchów swoich motyli oraz nutki szczęścia podczas dobierania kart ruchu. Podoba mi się podejście z losowymi celami podczas gry – dzięki temu każda wyprawa na północ będzie inna i gracze będą się skupiali na innych regionach. Z drugiej strony, elementy cyklu życia, czyli odwiedzane przez nas przystanki, są daleko od siebie i trudno grać w sposób, który pozwoli nam na zajęcie oferowanych przez nie bonusów (przez zebranie kompletu kart). To może wynikać z gry w trzy osoby, dlatego, jak wspomniałem podczas streamu, bardzo chętnie wypróbuję Mariposas na większą ilość graczy. Podsumowując, bardzo trafnie grę opisał Teos – Mariposas stanowi brakujące ogniwo pomiędzy grami wybitnie prostymi (Carcassonne, Mały Książe), a tymi z wyższej półki zaawansowania (Coimbra czy Na Skrzydłach). Jeśli szukacie takiego pomostu – Mariposas jest właśnie dla Was 😉

Ocena Łucza – 6,5/10

Mariposas – radość z gry ulotna jak motyl! – opinia Pauliny

Powiedzieć, że żetony motyli w Mariposas są urocze, to jak nic nie powiedzieć!

Zasiadając do stołu we wtorkowe popołudnie miałam sporo oczekiwań wobec tej gry. Będąc na Planszówkach w Spodku z każdej strony mój wzrok przyciągało piękne pudełko oraz rozłożone na stołach plansze tej gry. Nie ukrywam też, że „Na skrzydłach”, czyli gra tej samej autorki, to jedna z moich ulubionych planszówek. Mariposas wizualnie zachwyca, wszystkie komponenty zostały dokładne wykonane, drewniane figurki motyli świetnie oddają ich lekkość i ulotność. Niestety, choć mechanicznie nie można nic tej grze zarzucić, to w moim odczuciu wydaje się być niekompletna. Czegoś mi w niej zdecydowanie brakuje. Może negatywnej interakcji, a może celów indywidualnych? Trudno mi powiedzieć czego konkretnie. Niestety czuję się rozczarowana, niemniej jednak pewnie wrócimy do tej gry by sprawdzić, jak prezentuje się przy większej ilości graczy.

Ocena Pauliny – 6,5/10

Film na YouTube

Przedstawienie zasad Mariposas, pełna wędrówka pod Quebec i z powrotem oraz opinie Bestii na świeżo po pierwszej partii w poniższym filmie. Lajkujcie, komentujcie i subskrybujcie!

Podsumowanie i ocena Bestii

Nieczęsto zdarza się, by opinie Bestii były tak idealnie zgodne. Mariposas to fajny tytuł familijny do spędzenia z dzieciakami miłej godziny z hakiem, który zaawansowanym graczom nie zapewni wystarczających emocji, ani satysfakcji. Mechanika gry nie przewiduje absolutnie ŻADNEJ negatywnej interakcji między graczami, co przy braku indywidualnych celów czyni kolejne partie bardzo jednolitymi i płaskimi. Z innej perspektywy mamy jednak działającą, losową grę rodzinną o pięknym, eleganckim wykonaniu.

Komponenty zachwycą nie tylko dzieci

Jeśli bylibyśmy blogiem parentingowym, pewnie ocena byłaby wyższa – stety czy niestety jesteśmy graczami z wieloletnim stażem i w przypadku Mariposas naszych planszówkowych sumień nie zagłuszy nawet ta urocza, motylkowa szata graficzna.

Ocena Planszowych Bestii – 6,5/10

Galeria

Co? Idzie lato? A więc pora na nowe pokolenie! Patrzcie, tutaj znalazłem sporo trojeści! Fruuuuuu!