Kartografowie – Kolorowe kredki w pudełeczku noszę

Metryczka

Informacje BoardGameGeek
Tytuł angielski (rok wydania)Cartographers (2019)
Złożoność gryUmiarkowanie łatwa [1.89]
Ranking BGG (ocena)115 [7.72]
Player Count (Recommended)1-100 (1-9)

Czas gry: 30-45 minut

Wydawca w Polsce: Ogry Games

Instrukcja pdf (PL)

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę – recenzja Teosa

Kartografowie to osoby o niesamowitych umiejętnościach . Rysowanie map wymaga olbrzymiej precyzji, by idealnie odwzorować określone obiekty wielkopowierzchniowe w skali. W dzisiejszych czasach używa się do tego co prawda programów komputerowych, nadajników GPS, czy zdjęć satelitarnych, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu o takich udogodnieniach można było tylko pomarzyć. Czyniło to z kartografii wyjątkową sztukę, w której nawet najdrobniejsze ruchy ołówka poprzedzały zaawansowane obliczenia matematyczne. Czy gra Kartografowie pozwala nam poznać chociaż namiastkę tej dziedziny? Jako osoba powiązana zawodowo od paru lat z geodezją odpowiadam przecząco. Nie zmienia to jednak mojej bardzo pozytywnej opinii o tej „rysowance” z portfolio Ogry Games.

Powiadają, że północny zachód to dobrze miejsce na zdobycie kilku punktów…

W ostatnich latach na rynku planszowkowym pojawiło sie kilka ciekawych pozycji tzw. wykreślanek (Bukiet, Welcome to…, debiutujący właśnie Mur Hadriana). Typowe gry roll-and-write polegały na wybieraniu określonych układów wartości z rzutu koścmi i uzupełnianiu dołączonego do gry arkusza (kto parę lat temu nie zaczynał przeglądania internetów od obowiązkowej partyjki online w Ganz Schön Clever, może czuć się planszówkowym młokosem!). Rozwinięciem tej mechaniki było flip-and-write, gdzie kształty, kolory lub symbole, które należało wrysowywać na planszetkę gracza, określały dobierane karty. Gry-wykreślanki zwykle oferują tryb solo, z kolei maksymalna ilość graczy często uzależniona jest wyłącznie od dysponowania odpowiednią ilością arkuszy i przyborów do pisania. Hmmm, czy takie formy można sklasyfikować do grona gier planszowych? Czy arkusz papieru do bazgrania można zaliczyć jako komponent literalnie nazywany planszą? Z drugiej strony mamy przecież decyzyjność gracza, losowość rzutu kością lub doboru kart z talii… Ja do grona aż tak ortodoksyjnych planszówkofilów się na szczęście nie zaliczam i po Kartografów sięgnąłem zachęcony wieloma pozytywnymi opiniami. Podejrzanie zbyt wieloma. I sam dorzucam kolejną 😉

Kompaktowe pudełko Kartografów oferuje nam bloczek 100 dwustronnych arkuszy map, zestaw kart w standardzie CCG, cztery ołówki z gumkami i instrukcję. Przygotowanie gry wymaga przypisania losowych kart punktujących do królewskich edyktów, wtasowania jednej z zasadzek do talii odkryć oraz ułożenia następujących po sobie kart pór roku. Decydujemy, która strona mapy będzie płótnem dla naszych artystycznych uniesień i rozpoczynamy zabawę.

Wiosna, lato, jesień, zima – tak przygoda się zaczyna!

W każdej porze roku rozgrywamy kolejne rundy do momentu osiągnięcia odpowiedniej sumy wartości „czasu”. W rundzie dobieramy wierzchnią kartę z talii odkryć a następnie każdy gracz kreśli na swojej planszy wybrany kształt i symbol widniejący na tej karcie. Jeśli zostały odkryte „Ruiny” najbliższy symbol musi przysłonić pole ruin na naszej mapie.

Największą frajdą są jednak „diabełki” – karty Zasadzki powodują, że swoje mapy przekazujemy sąsiadowi i zostajemy ukarani symbolami „potworów”, których nieujarzmienie przez otoczenie innymi terenami przyniesie ujemne punkty. Oczywiście sami też z wielką sadystyczną satysfakcją bazgrzemy po arkuszu rywala, muahahahaha!

Na zakończenie każdej pory roku podliczamy punkty (Gwiazdki Reputacji) za edykty, monety (zdobywamy je za otaczanie obszarów Gór oraz wybieranie mniejszych kształtów z kart odkryć) i kary wynikające z grasujących po mapie potworów. Tu właśnie leżą fundamenty naszego strategicznego planowania. Karty pór roku wskazują parę edyktów (A-B, B-C, C-D, D-A), pod którymi losowo przydzieliliśmy na początku gry karty punktujące (po jednej z czterech „typów” punktowania: dotyczącego układu terenów wodnych i rolnych, rozmieszczenia lasów, rozpiętości wiosek oraz wypełnienia mapy). Dzięki temu każdą kartę rozpatrzymy dwukrotnie w ciągu partii, jednak jej startowa pozycja wprost informuje, kiedy to nastąpi. Czy odpuścić najbliższe punktowanie i przygotować się na jesień i zimę? Czy kosztem realizacji edyktów już teraz otaczać potwora? Kartografowie wszystkim graczom stawiają identyczne warunki, jednocześnie pozostawiając swobodę prostych decyzji, które z biegiem czasu odbijają się na kolejnych wyborach a ostatecznie pozwolą wyłonić zwycięzcę.

Skradanie, dyplomacja, koncentracja – Kartografowie to ludzie wielu talentów

Słów kilka o wydaniu. Byłem bardzo miło zaskoczony przede wszystkim jakością map. Zastosowano papier o nieco większej gramaturze, więc po wykorzystaniu jednej strony, spokojnie można bazgrać po drugiej, bez obaw, że coś się przebije. Często spotykałem się też z opinią, że zorganizowanie sobie we własnym zakresie kolorowych kredek jest „must have”, ale przyznam, że choć walory artystyczne tak stworzonych dzieł są zdecydowanie większe, zwyczajne ołówki dołączone do pudełka też dają radę w praktyce. Jedynym, do czego mam zastrzeżenia jest instrukcja. Kiedy trzeci raz w tekście czytałem formułkę „Jeżeli gracz nie może na swojej mapie narysować żadnego z dostępnych kształtów, zamiast tego rysuje kwadrat o wymiarach 1×1…”, czułem się jak w Mechanicznej Pomarańczy. Z pewnością dałoby się tę zasadę zredagować lepiej, np. w formie tabliczki „Ważne”. Brakuje mi także przykładów graficznych do rysowania potworów w wariancie solo – sam opis jest mocno zagmatwany.

Reasumując, Kartografowie to gra, przy której bawię się doskonale. Kupiła mnie przede wszystkim prostotą zasad, brakiem downtime’u (przy symultanicznym ruchu wszystkich graczy jest praktycznie niemożliwy) i regrywalnością. Kreślenie map jest przyjemnie odprężające i nawet zwracając uwagę na punkty, czy obmyślając strategię, nie odczuwałem żadnego naporu ze strony gry. „Hej, zasady są jasne od początku a kart jest niewiele – to Ty podejmujesz decyzje!” – zdaje się puszczać oczko okładkowy Kartograf. „No jasne, full chill, Ziomuś” – odpowiadam w myślach… I tego nastroju sprawczości nie pomniejszy żadna zasadzka, bo nic nie sprawia takiej satysfakcji, jak solidny „diobełek” wyrysowany na mapie sąsiada, ha!

Ocena Teosa – 8/10

Nie palcem, a kredką po mapie – opinia Pauliny

Żodyn sie nie spodziewoł Szczuroludzi. Żodyn.

Kartografowie to moje pierwsze spotkanie z grą-wykreślanką. Muszę przyznać, że to bardzo przyjemny rodzaj planszówki. Niezależnie od wyniku (a nie szło mi najlepiej) gra daje dużo satysfakcji z wypełniania pustych pól i tworzenia swojej mapy. W moim odczuciu jest bardzo relaksująca, zwłaszcza, że na co dzień lubię malować/rysować. Zasady nie są bardzo skomplikowane, jednak pierwszą partię nalezy potraktować jako obycie się z zasadami, bo albo się zapominało o ruinach, albo o tym, że przecież trzeba zamalować kształt, a nie pojedynczy kwadrat, a także należało pamiętać o wszystkich kruczkach, które mogą mieć na koniec kolosalne znaczenie. Gra jest umiarkowanie losowa, wiele zależy od naszej strategii i pomysłu na mapę. Na plus, że nie da się jej szybko ograć, gdyż każda rozgrywka jest inna, a wprowadzenie dodatku do gry już całkiem zmienia jej oblicze. Wizualnie jest ok, mamy ładny notes z mapkami (plus za możliwość personalizacji 😉), jednak całościowo Kartografowie zdają się przedstawiać kilka stylów graficznych, co do mnie nie przemawia.

Ocena Pauliny – 7/10

Film na YouTube

Przedstawienie zasad Kartografów, pełne rozgrywki (w tym z dodatkowymi kartami Umiejętności) oraz podsumowanie z naszą oceną w poniższym filmie. Lajkujcie, komentujcie i subskrybujcie!

Podsumowanie i ocena Bestii

Czy przy Kartografach bawiliśmy się świetnie? Najlepiej! Czy Kartografów polecamy? Jeszcze jak! Chociaż zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkich gra może zachęcić na pierwszy rzut oka, nie spotkaliśmy jeszcze osoby, której rysowanie się nie podobało 😉 Kartografowie to pozycja typu filler, chociaż luzacka partyjka może przeciągnąć się ponad szacowane 45 minut. Świetna zarówno dla zaawansowanych, jak i początkujących (nie wspominając o graniu z dzieciakami – jak doskonale ćwiczy się tu zmysł przestrzenny!). Prostota i duża regrywalność, swoboda i sprawczość, dodatkowo bezpośrednia negatywna interakcja w postaci fajnie zbalansowanych zasadzek. Kartografowie dają radę!

Ocena Planszowych Bestii – 7,5/10

Czcigodna Zocha, herbu Łapka, w oczekiwaniu na nadanie tytułu kartografa

Galeria

Myślisz, że skartowałeś już każdy zakątek Królestwa Planszowych Bestii? A galerię odwiedziłeś?