Diuna: Imperium – Ja chcę jeszcze raz!

Metryczka

Informacje BoardGameGeek
Tytuł angielski (rok wydania)Dune: Imperium (2020)
Złożoność gryUmiarkowana [3.00]
Ranking BGG (ocena)16 [8.33]
Liczba graczy1-4

Czas gry: 60-120 minut

Wydawca w Polsce: Lucky Duck Games

Za Solarisy z Imperium baluj! – Adam

Już instrukcja wita nas przepiękną grafiką…

Drugi tydzień z rzędu jestem zachwycony wybraną przez siebie grą (tak, wiem, że Łzy swego czasu nagrały kawałek o mnie 😉 ). O ile w Brassa zagrałem dwukrotnie przed streamem, o tyle partia w Diuna: Imperium stanowiła dla mnie rozgrywkę premierową. Owszem, pooglądałem recenzje, skróty zasad, poczytałem instrukcję, ale nie miałem okazji sprawdzić gry w naturalnym środowisku – na stole.

Oglądane i czytane materiały nasuwały mi jedno przemyślenie – ta Diuna to strasznie przypomina Zaginioną Wyspę Arnak. Tu i tu mamy karty, zasoby, podróżników (agentów), mnogość ścieżek dających punkty. Jak pewnie czytaliście w mojej recenzji Arnaka (jeśli nie czytaliście, zapraszam TUTAJ 😉 ) przypadła mi ona niezwykle do gustu – nie inaczej jest w przypadku Diuny. Tutaj jednak nie mamy ścisłego ograniczenia rund- owszem, gra nie może trwać dłużej niż 10 rund, jednak może zakończyć się wcześniej zdobyciem przez jednego z graczy minimum 10 punktów zwycięstwa (naszą premierową partię skończyliśmy po 7 rundzie). Oczywiście, jest wiele różnic, które są widoczne pomiędzy dwoma tytułami, zostawmy więc te rozważania i skupmy się na omawianej grze.

Ta instrukcja to prawdziwe, kosmiczne CUDO!

Zaczynając od początku chciałbym szczerze pogratulować twórcom gry oraz wydawcy – Lucky Duck Games – sposobu, w jaki napisana jest instrukcja. Jest bardzo przejrzysta, zawiera wiele grafik z gry, które ilustrują nam wszystkie potrzebne informacje, a dodatkowo zawiera masę rozbudowanych przykładów, które idealnie wyjaśniają, w jaki sposób powinno się przeprowadzać swoje ruchu. Na końcu znajdziemy również wyjaśnienia kart, których opisy mogą pozostawiać pewne niejasności oraz dokładne wytłumaczenie wszystkich ikonek, które spotkamy na kartach oraz na planszy.

Właśnie, ikonografika to kolejna mocna strona Diuny. Po wytłumaczeniu zasad oraz rozegraniu jednej, dwóch tur graczy, wszystko jest niezwykle przejrzyste. Rzut oka pozwala nam stwierdzić czym zostaniemy nagrodzeni wysyłając swojego agenta na dane pole lub jakie efekty wywoła zagrana przez nas karta. Gdyby tego było mało, wydawca dokłada do pudełka dużą, dwustronną, kolorową stronę, która objaśnia dokładnie działania KAŻDEGO pola na mapie gry. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że nie dało się tego lepiej zrobić – brawo, brawo, brawo!

Karty są ładne, czytelne i potrafią robić fajne rzeczy – polecam!

Sercem gry są karty, których w pudełku znajdziemy dwa rodzaje – karty intryg oraz karty Imperium. Mechanika kart Intryg bardzo mnie zaIntrygowała (muahahahaha) – dzielą się one na karty spisku, walki oraz końca gry. W zależności od rodzaju możemy je zagrać w różnych turach gry, posiadają bardzo ciekawe efekty i często potrafią mocno namieszać na planszy. Ze względu na trzy rodzaje kart, nigdy nie wiemy, które z nich ma na ręku nasz przeciwnik, co buduje atmosferę niepewności i na pewno wzbogaca rozgrywkę 😉 Karty Imperium mogą być przez nas wykorzystane na dwa sposoby – do wysyłania swoich agentów na planszę gry oraz zbierania surowców w turze odkrywania. Bardzo lubię gry, w których kartę można wykorzystać na kilka sposobów – sprawia to, że ręka złożona z pięciu kart daje nam bardzo wiele możliwości na przeprowadzenie swojej tury – tylko od naszego sprawnego umysłu zależy to, czy w pełni wykorzystamy ich potencjał.

Kolejnym ważnym aspektem gry jest walka. Odwiedzanie pól na planszy, zagrywanie niektórych kart oraz dobrane karty intryg często zachęcają nas do wzięcia udziału w konflikcie – nawet jeśli nie jest to naszym głównym celem, to podczas swojej fazy agentów możemy zebrać kilka jednostek, które w turze walki będą się biły o zwycięstwo w konflikcie. A jest o co walczyć – każda runda rozpoczyna się odkryciem karty konfliktu definiującej gdzie i o co będziemy się bili. Często nagrody w konfliktach są kuszące, jednak tylko najbardziej sprawni taktycy będą w stanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Każda wojna niesie ze sobą straty – czerwony gracz stracił wszystko…

Jeśli już wspomniałem o konfliktach, warto zatrzymać się na chwilę przy sojusznikach, z których usług możemy skorzystać podczas gry. Imperator, Gildia Kosmiczna, Rada Landsraadu, Fremeni, Bene Gesserit oraz KHOAM tylko czekają na nasze zasoby i oferują spore bonusy. A jeśli często korzystamy z ich usług, to przybliżamy się do zwycięstwa zdobywając punkty zwycięstw umieszczone na torach Gildi Kosmicznej, Bene Gesserit, Fremanów i Imperatora. Ta mechanika sprawia, że wybór kart z toru kart Imperium, które chcemy wcielić do naszej talii, jest zdecydowanie trudniejszy. Warto nadmienić, że w Diunie: Imperium zarówno kart Intryg jak i kart Imperium dostajemy na tyle dużo, że gra zbyt szybko nie stanie się monotonna (przynajmniej takie odnoszę wrażenie po pierwszej partii).

Gdyby tego wszystkiego było mało – do każdej rozgrywki wybieramy lidera jednej z czterech frakcji. Każda frakcja posiada dwóch przedstawicieli – jeden z nich jest mniej wymagający, zaś drugi zalecany jest do wyboru po kilku partiach i oswojeniu się z grą (według twórców wymagają większych umiejętności gracza, aby wykorzystać ich pełny potencjał). Nie mogę się doczekać, aż wypróbuję ich wszystkich, chociaż już podczas pierwszej gry zauważyłem, że są postacie z lepszymi i gorszymi umiejętnościami – nie mam jednak wrażenia, żeby to w znaczący sposób potrafiło wypaczyć wynik rozgrywki, ot stanowi jeden z elementów składowych.

W Diunie możemy pokierować jednym z ośmiu przywódców – mam nadzieję, że kiedyś pojawią się dodatki z kolejnymi… 😉

Podobnie jak Paulina, nie czytałem nigdy Diuny, nie oglądałem starego filmu, z niecierpliwością czekam na nową produkcję, która ma się pojawić jesienią tego roku (po kilkukrotnym przekładaniu daty premiery, na ten moment jest to koniec października 2021). Nieznajomość świata oraz jego niuansów nie przeszkodziła mi jednak w czerpaniu dużej przyjemności z samej mechaniki gry – nie jest to częstą praktyką, żeby gry z licencją jakiegoś filmu lub serialu potrafiły mieć tak dobrze przemyślaną mechanikę. Moim zdaniem Diuna: Imperium pod tym względem spokojnie może stanąć ramię w ramię z ukochaną przeze mnie Grą o Tron (kiedyś zorganizuje specjalnego streama poświęconego właśnie tej grze – obiecuję, że nie będziecie zawiedzeni!)

Wykonanie graficzne i komponentowe gry stoi na wysokim poziomie – otrzymujemy dużo drewnianych, schludnych elementów, kilka kartonowych żetonów oraz porządnie zaprojektowaną planszę. To kolejna rzecz, która mnie w Diunie urzekła – właśnie projekt planszy. Jest ona niezwykle kompaktowa, każde pole ma swoje intuicyjne miejsce, obszar walki jest bardzo wyraźnie zaznaczony, a nawet znalazło się miejsce na przypomnienie kolejności rozgrywanych faz podczas gry – jak dla mnie WOW.

Komponentów jest sporo, a wszystkie wykonane niezwykle starannie – Carles też miał na nie chrapkę…

Jedna rzecz mnie mocno zastanawia i na pewno będę musiał ją wypróbować – mianowicie wariant solo i dla dwóch graczy, który wprowadza motyw wirtualnego przeciwnika. Przeciwnikiem możemy kierować przy pomocy kart dołączonych do gry lub przez specjalnie zaprojektowaną do tego celu aplikację – jestem ciekawy, czy wrażenia z gry będą podobne, jak przy rozgrywce trzyosobowej i czy kierowanie wirtualnym graczem będzie intuicyjne, czy raczej będzie problematyczne. Oczywiście, gdy tylko nadarzy się okazja wypróbujemy opisane warianty oraz rozgrywkę dla czterech graczy – ależ wtedy będzie ciasno na tej pustynnej planecie!

Nie planowałem tak długiego wywodu, jednak za każdym razem, gdy pisałem o kolejnych elementach gry, włączała się we mnie ekscytacja i fascynacja, którą czułem podczas rozgrywki. Boję się, że po seansie Diuny w kinie, lekturze książki oraz kilku kolejnych partiach gry, będę musiał poważnie się zastanowić nad nowym TOP 5, jeśli nie TOP 3 swoich gier. Póki co, Melanż wpłynął na mnie bardzo pozytywnie!

Ocena – Adam: 10/10

Halo? Czy jest na sali mentat? – opinia Teosa

Było ich trzech, w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel…

Mimo burzliwej młodości, Melanż nie kojarzył mi się wyłącznie ze srogim imprezowaniem. Pierwsza część kronik Franka Herberta szybko wpadła w moje spragnione fantastyki łapska, zaś film Lyncha zrobił na mnie równie oszałamiające wrażenie, co Gwiezdne Wojny. Do Diuny Imperium, po latach rozłąki z Arrakis, siadałem z nostalgicznym oczekiwaniem space-operowego klimatu, ale i obawą, czy za produktem promującym najnowszą ekranizację nie będzie stała gra przeciętna lub, co gorsza, słaba. Jak mam w zwyczaju, z premedytacją odpuściłem hype, jednak ostatecznie cieszę się, że mogłem doświadczyć tego tytułu tak szybko. Diuna Imperium jest fenomenalną grą łączącą deck building, worker placement oraz zarządzanie zasobami. Zastosowane mechaniki od razu nasuwają skojarzenia z hitem zeszłego roku – Zaginioną Wyspą Arnak. Na Arrakis jednak o wiele większą rolę odgrywa budowanie talii (pod tym kątem gra może bardziej trafić do fanów, np. Brzdęka), poszczególne zdolności mogą odpalać nam całkiem satysfakcjonujące kombosy, łatwiej też o dobieranie nowych kart w trakcie tury. Na Arrakis mamy też więcej worker placementu, bo zamiast dwóch, możemy mieć trzech (a wliczając mentata nawet czterech) robotników. Ogólnie rzecz biorąc ta Arrakis jakaś taka bardziej przyjazna graczom – nie marzną całe stopy, spod kołderki wystają zaledwie czubki palców. I nawet, kiedy inny gracz zablokuje pożądane przez nas pole, mamy szansę zweryfikować swoje plany i zdobyć coś bardziej na okrętkę. Blokowanie nie pozostaje jednak bez znaczenia, bo im szybciej wyprzedzimy przeciwników, tym większa szansa na zwycięstwo – grę możemy zakończyć przedwcześnie zdobywając odpowiednią liczbę punktów.

Jest fajnie, do pokminienia i ciężar nie przygniata. Mam jednak świadomość, że klimat DI jest jednocześnie zaletą, jak i zmorą tej gry. Dla mnie jest fantastyczny i unikatowy, ale potrafię zrozumieć tych, którzy nie czują chemii (to moment, w którym szukam przebaczenia za hejty na Azula? XD). Grafiki zaczerpnięte z najbliższej premiery filmowej są równe, choć bez fajerwerków. Czy Diuna Imperium mogłaby być grą o średniowiecznych królestwach? Mogłaby. Czy mogłaby prezentować walkę cyberkorporacji futurystycznej Japonii? Mogłaby. Ale tego nie robi – jest Diuną, Arrakis. Więc jeśli lubicie świat Franka Herberta, grajcie w DI, bo to dobra gra. A jeśli nie lubicie, to grajcie w DI, bo to dobrze skrojona mechanicznie gra, której klimat nie przeszkadza.

Ocena Teosa – mocne 8/10

Przyprawa musi płynąć… No tym razem nie popłynęła… – opinia Pauliny

Zdjęcie zawiera lokowanie świetnej strony z planszowymi recenzjami!

Jest mi niezwykle trudno wyrazić opinię na temat tej gry. Po pierwsze dlatego, że, nie ma co ukrywać, to nie był mój dzień i moja partia. Wszelkie elementy losowe w tej grze były przeciwko mnie, a i ja tego dnia miałam wyjątkowo problem przyswoić zasady. Po drugie, co może wstyd przyznać, nigdy nie czytałam/oglądałam Diuny, dlatego też nie mam pojęcia czy gra wpisuje się klimat. Niemniej na tym polega nasz blog, aby wyrażać opinie, więc przejdę do rzeczy. Gra nie ujęła mnie za serce, być może jest dla mnie za trudna, miałam problem aby myśleć o sojuszach, decku, bitwie i intrygach na raz. Klimat mnie nie pociągnął, w moim odczuciu w ogóle go nie było, gra mogłaby być o czymkolwiek. Wizualnie ok – nie ma tragedii, ale z mojej strony nie ma też zachwytu. Grafika na pudełku mocno mnie zaintrygowała, myślałam, że reszta gry też będzie w takim stylu. Ponadto nie podoba mi się graficzne uproszczenie polegające na wykorzystaniu fotosów z nowopowstałego filmu i podrasowania ich jako grafiki, jak np.: karty postaci. Dla mnie to trochę pójście na łatwiznę. Plusem natomiast jest prosta infografika oraz figurka czerwia (ale nie jest on standardowym elementem tej gry, a jedynie promocyjnym dodatkiem). Rozgrywka mnie wynudziła, jednak postanowiłam, że wrócę do tej gry, aby dać jej drugą szansę – myślę, że tak będzie uczciwie 😊

Ocena Pauliny 6/10

Film na YouTube

Tłumaczenie zasad, pełną rozgrywkę oraz podsumowanie gry Diuna: Imperium możecie znaleźć w filmiku poniżej. Zachęcam do jego zalajkowania, komentowania oraz zasubskrybowania naszego kanału na YouTube, gdzie trafiają wszystkie nasze rozgrywki!

Podsumowanie i Ocena Bestii

Diuna w całej swej okazałości

Bestie przyjęły sporą dawkę Melanżu i dały się porwać kosmicznej przygodzie. Co prawda Paulina miała lekką chorobę lokomocyjną podczas podróży, jednak jak sama zadeklarowała, da tej grze jeszcze jedną szansę 😉

Bardzo dobra mechanika, czytelna i świetnie zaplanowana plansza, asymetryczne postacie, różnorodne karty intryg, duża ilość kart imperium, ładne i zgrabne komponenty – to na pewno największe plusy tej gry. Owszem, można przyczepić się do kilku mankamentów, jednak w całości gra wypada całkiem solidnie, a jej cena (sugerowana- 219, do złapania nawet za 150) jest adekwatna i uczciwa do tego, co znajdziemy w środku.

Zakładamy, że gra urośnie w naszych oczach po seansie filmowym, który już tej jesieni, ale myślę, że jeszcze przed wizytą w kinie wypróbujemy kolejnych postaci, a ja skuszę się na wypróbowanie wariantu solo – może nawet nagram jakiś film albo zrobię to na streamie? Kto wie, co przyniesie przyszłość…

Jeśli chodzi o polecenie gry – fani karcianek na pewno powinni dać jej szansę. Fani Diuny mogą poczuć się jak ich ulubieni bohaterowie. Jeśli spodobała Wam się Zaginiona Wyspa Arnak i czujecie chęć zagrania w troszkę podobny, ale jednak inny tytuł – Diuna jest również dla Was. Nawet początkujący gracze, przy tak porządnie napisanej instrukcji, powinni dać sobie radę, więc śmiało mogą próbować 😉

Ocena Planszowych Bestii – 8.00

Nie wiem, którego z nich bardziej się obawiam…

Galeria zdjęć

Galerię zdjęć, którą udało się stworzyć jak zawsze niezawodnej Paulinie, znajdziecie o TUTAJ 😉