Brass: Birmingham – Black by day. Red by night

Metryczka

Informacje BoardGameGeek
Tytuł angielski (rok wydania)Brass: Birmingham (2018)
Złożoność gryMedium Heavy [3.91]
Ranking BGG (ocena)3 [8.66]
Liczba graczy2-4

Czas gry: 60-120 minut (po 30 minut na gracza, przy pierwszych partiach dłużej)

Wydawca w Polsce: PHALANX

Skrót zasad (PL)

Ciemno już, zgasły wszystkie światła… – Adam

Piwo i kontrakty kupieckie – dwa filary tej wspaniałej gry!

Brass Birmingham jest grą, o której przed pierwszą grą i późniejszym zakupem, bardzo wiele czytałem. Oglądałem recenzje, przeglądałem zdjęcia i wiedziałem, że ta gra prędzej czy później wpadnie do mojej kolekcji. Zresztą, mój zachwyt nad tą grą nie jest osamotniony – gra od dłuższego czasu znajduje się w TOP listach na Board Game Geek – największej platformie zrzeszającej graczy. Na dzień dzisiejszy gra zajmuje 3 miejsce w ogólnym zestawieniu (ustępuje jedynie Gloomhaven oraz Pandemic Legacy: Sezon 1) oraz drugie miejsce w kategorii gier strategicznych (przed nim tylko wspomniany Gloomhaven). Uważam, że jest to jak najbardziej zasłużone miejsce.

Pierwszy raz Brassa pokazał mi kolega z pracy Arek (którego serdecznie pozdrawiam!). Pamiętam, że to był bardzo długi wieczór – Arek skrupulatnie wytłumaczył wszystkie zasady, a sama rozgrywka na 4 osoby trwała kilka godzin. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że tamtego dnia zająłem drugie miejsce. To, czego jestem pewien to był dzień, który był początkiem emocjonalnej więzi z tą grą. Jak tylko znów była dostępna w sklepach – pamiętam, że wracaliśmy wtedy z Bieszczad – od razu ją zamówiłem. Po dłuższym leżakowaniu, postanowiłem ją przedstawić znajomym – niestety, nie przygotowałem się odpowiednio do tłumaczenia zasad, które było chaotyczne i zniechęciło moich towarzyszy do gry. Dlatego, przed wtorkowym spotkaniem mocno się stresowałem i robiłem wszystko, żeby zasady przekazać w jak najbardziej kompaktowy sposób. Do Was należy ocena, czy poszło dobrze, czy nie – moje tłumaczenie znajdziecie w początkowym fragmencie poniższego filmu:

Brass przed kamerami, a my w kaszkietach – czego chcieć więcej?! 🙂

Sama rozgrywka jak zawsze stanowi mocny wysiłek dla umysłu – każdy gracz ma do dyspozycji wiele możliwości, może obrać różne strategie i musi cały czas kontrolować co się dzieje na planszy. Tak naprawdę mam wrażenie, że w Brass nie da się usiąść do stołu z gotowym planem. Przed rozgrywką myślisz sobie – „Ok, tym razem rozwijam ceramikę i kładę duży nacisk na budowę kopalni oraz hut”. Jednak w trakcie gry okaże się, że rynki zbytu pojawiły się daleko, karty na rękę nie dochodzą takie, jakich potrzebujemy, a przeciwnicy rozwijają swoją sieć w taki sposób, że zajmują wszystkie możliwe pola. Wtedy właśnie musimy się wykazać pewnym zmysłem taktycznym – ok, tutaj mam poblokowane, ale rywale zapewniają mi dojście do innego rynku zbytu, no i te piwo, które ważą na potęgę, na pewno będę w stanie je wykorzystać! Umiejętność adaptacji oraz zmiany taktyki w trakcie gry jest kluczowa dla końcowego sukcesu.

17 sztuk złota oraz planszetka pełna budynków – to cały nasz dobrobyt na starcie

Ekonomia w grze na pewno zasługuje na kilka słów – umiejętne stawianie kopalni węgla oraz hut żelaza pozwala zmusić rywali do ich wykorzystania (co daje nam korzyści w postaci odwrócenia budynku, zwiększenia dochodu oraz ilości punktów zwycięstwa). Dodatkowo, jeśli jesteśmy połączeni z rynkiem zbytu, możemy od razu sprzedać produkowany towar – dzięki czemu płacąc za budynek, od razu otrzymujemy z powrotem jego wartość, czasami nawet z naddatkiem! Kolejna sprawa to browary – niezbędne do sprzedaży towarów. Nasza gra pokazała, że beczułki w ostatnim ruchu są niezwykle kluczowe, a ich brak niezwykle blokuje pozostałych graczy.

Kolejny plus Brassa to system kolejności graczy – wszystkie pieniądze wydane podczas tury gracza trafiają na portret jego postaci. Po zakończeniu ruchu ostatniego gracza, porównujemy wartości na portretach – gracz, który wydał najmniej będzie zaczynał, osoba, która wydała najwięcej zamknie stawkę. Zarządzanie wydatkami pomaga kierować tą kolejnością i może pozwolić na wykonanie ruchu dwukrotnie – co może być niezwykle cenne.

Money, Money, Money, must be funny, in the rich man’s world!!!

Na końcu pochylmy się nad wykonaniem gry. Popieram moich towarzyszy z wtorkowego grania – tektura nie jest najtrwalsza, po dwóch partiach niektóre kafelki noszą na sobie ślady zużycia. Na szczęście, obok planszetek graczy mamy jasno i klarownie opisane, jakie korzyści przyniesie nam odwrócenie danego budynku – nie istnieje więc ryzyko, że nieczytelne kafelki uniemożliwią nam grę. Monety również nie powalają – aczkolwiek tutaj wiem, że na rynku są dostępne ich metalowe wersje, które wzbogacają rozgrywkę – można się nimi bawić, jak w Splendorze pomiędzy ruchami.

Jeśli chodzi o szatę graficzną, ta kupuje mnie w całości. Po rozegraniu gry, mam ochotę na ciepły prysznic – czuję się przesiąknięty tym dymem, który wydobywa się z manufaktur i kopalni, a przed oczami mam sceny z serialu Peaky Blinders, który również skradł me serce.

Jeśli kogoś przytłaczają nocne klimaty – druga strona planszy przedstawia Anglię w świetle dnia.

Jeśli artykuł czyta osoba, która dopiero rozpoczyna przygodę z grami – Brass może się okazać zbyt skomplikowany, mnogość decyzji i zasad stanowi bardzo wysoki próg wejścia, a sama gra może skutecznie zniechęcić do dalszych spotkań przy planszy. Brass możemy potraktować jako cel, który osiągniemy po ograniu kilku, kilkudziesięciu innych gier, o mniejszym progu wejścia. Dla graczy zaawansowanych Brassa mogę polecić z czystym sumieniem – tak wysoka pozycja na BGG nie wzięła się z przypadku, mechanika oraz mnogość możliwości stanowi nie lada gratkę. Cena może stanowić zaporę, jednak jeśli już się zdecydujecie na zakup to zapewniam Was – nie będziecie żałować!

Jak dla mnie Brass to gra kompletna i jako pierwsza otrzymuje ode mnie pełną pulę punktów 🙂

Ocena – Adam: 10/10

Cudowny, kolejny pierwszy raz – pierwsze wrażenie Teosa

Długo zbierałem się na odwagę, żeby napisać cokolwiek o Brassie. Mam nieodparte wrażenie, że nie jestem jeszcze godzien tej planszówki, dlatego poniższe słowa z premedytacją tytułuję nie jako opinia a zaledwie „pierwsze wrażenie”. Brass to Gra przez wielkie G. Tytuł ciężki niczym tony węgla i żelaza transportowane po okolicach Birmingham. Tytuł o tak wysokim progu wejścia, że jeśli nie trenowałeś planszówkowego skoku o tyczce, to poprzeczki nie tylko nie przeskoczysz, ale nawet nie dosięgniesz od spodu. Tytuł, którego mechaniki i ekonomia są dopasowane niczym garnitur skrojony na miarę przez światowej klasy krawcową. Powiedzieć, że Brass mi się podoba, to jak nic nie powiedzieć. W tej grze żre absolutnie wszystko – od planszy, której losowy układ rynków zbytu wzmacnia regrywalność; przez konieczność budowy połączeń między miastami oraz ekonomię w dostępie do towarów z wybudowanych przedsiębiorstw i ogólnego rynku; po reset planszy przed erą kolejową i jakże kluczową zmienną kolejność graczy w rundzie. W pierwszej partii nie miałem żadnego pojęcia, które budynki są najbardziej opłacalne, jak zarządzać rozwojem i  surowcami, czy odpowiednio ukierunkowaną ekspansją swoich przedsiębiorstw na mapie – starałem się jedynie grać zgodnie z zasadami. W drugiej partii pewnie będę mógł więcej i lepiej, ale do osiągnięcia pełni możliwości i wysycenia tej gry do cna jeszcze daleka droga. Skądinąd, cholernie satysfakcjonująca droga. Ja chcę więcej!

Podział na ery sprawia, że sytuacja na planszy może zmienić się o 180 stopni!

Niestety cieniem na kunszcie mechanicznym kładzie się cena i jakość wykonania. O ile nie mam zarzutów do kwestii graficznych (symbolika ikon jest bardzo czytelna), to już sama tektura jest dosyć licha – po trzech partiach żetony są „odrapane” i wyglądają jakby zaraz miały się rozwarstwić. Pudełko nie posiada wypraski, więc musimy zainwestować we własne woreczki, żeby czas rozkładania gry ograniczyć z godziny do 15 minut. Ilość komponentów i ich jakość nie usprawiedliwiają SCD na poziomie 300 złotych. Dobrze, że Adaś ma swój egzemplarz i nie muszę łożyć z własnej kieszeni – przez zaporową kwotę z pewnością do teraz tkwiłbym nieświadomy w planszówkowym dziewictwie a tak przeżyłem cudowny, kolejny pierwszy raz.

Ocena Teosa – 8/10 (cena i jakość komponentów to fatalny żart Wydawcy)

Brass -gra w sam raz!

Kobiety na przełomie XVIII i XIX wieku miały OGROMNY wpływ na rozwój industrializmu! Tak jak Paulina miała OGROMNY wpływ na kształt wtorkowej rozgrywki 😉

Od samego początku Brass Birmingham intrygował mnie swoją zawartością i mechaniką. Gra zdawała się wpisywać w moje gusta, dodatkowo Adaś bardzo ją zachwalał. Nawet jego opinia, iż gra jest trudna, a zasady trzeba długo tłumaczyć nie zniechęciły mnie aby spróbować! Wtorkowa rozgrywka potwierdziła moje przeczucia – gra okazała się REWELACYJNA! Choć w pierwszej erze miałam mętlik w głowie od ilości zasad, każda kolejna tura sprawiała, że zasady stawały się coraz bardziej przejrzyste. Planszówka od strony graficznej została pięknie wykonana, jednak mogła być wydrukowana na lepszym materiale. Choć była tylko raz ogrywana przed wtorkiem, ma się wrażenie, że była już wielokrotnie używana. Po ostatnich prostych tytułach była to miła odmiana, tym bardziej, że udało mi się ograć chłopaków 😉 Brass to gra, w którą po prostu trzeba zagrać!

Ocena Pauliny – 9/10

Podsumowanie i Ocena Bestii

Setup gry to malutkie piekiełko, ale rozłożona plansza robi ogromne wrażenie!

Brass: Birmingham to gra dla graczy – podobnie, jak z Five Tribes. Tutaj nie chodzi wyłącznie o poznanie zasad – potrzeba kilku partii, aby móc wyrobić sobie swoją strategię gry, wyczuć, w którym momencie które akcje są najbardziej optymalne oraz jak skutecznie zaznaczać swoje miejsce na mapie Anglii. Gra stanowi spore wyzwanie dla szarych komórek, a satysfakcja z wykonania dobrego ruchu potrafi być ogromna.

Zachęcam do obejrzenia naszej rozgrywki oraz samodzielnego sięgnięcia po ten tytuł – dajcie znać, jakie są Wasze wrażenia! My, jako Bestie, jesteśmy baaardzo zadowoleni!

Ocena Planszowych Bestii – 9.00

Galeria zdjęć

Jeśli mało Wam ujęć z tej pięknej gry – więcej znajdziecie TUTAJ! Zapraszamy 😉